Przez cały tydzień, kiedy wysiadałam z tramwaju idąc do szkoły,widziałam reklamę "Wprostu" z tym oto obrazkiem:
Na początku nie zrobiła ona na mnie wrażenia, a wręcz irytowała, ale potem zaczęłam się zastanawiać nad przedstawionym problemem.
Rozważmy sytuację przedstawioną na obrazku. Jest kobieta, która, jak jestem w stanie się dopatrzeć, romansuje z kserokopiarką. Niby nic złego, prawda? Konsekwencje minimalne, a i pożytek dla reszty pracowników, bo na pewno jak się tę kobiętę poprosi, to chętnie nam coś skseruje. Ale z drugiej strony konkretny przykład: idziemy coś skserować sami. Wchodzimy do pokoju i w tym momencie ksero i nasza koleżanka z pracy odskakują od siebie. Patrzą na nas z zakłopotaniem i atmosfera jest dość nieciekawa. Staramy się to jednak ignorować i wkładamy do kopiarki dokument, który chcemy odbić. Ona jednak jest wyraźnie rozkojarzona, zamienia kolory, tam gdzie miał być czarny jest żółty i nic nie można odczytać. Wydaje nam się rozsądne więc, żeby poprosić koleżankę o pomoc z tą maszyną, ale okazuje się to błędem. Koleżanka usiłuje włożyć naszą kartkę do ksero, ale ręce jej się trzęsą, a potem nie może trafić w odpowiedni przycisk. Kiedy w końcu udaje nam się, lepiej lub gorzej, skserować to, co chcieliśmy, jesteśmy zestresowani i zakłopotani. Jednorazowo nie jest to duży problem, ale jeśli taka sytuacja trwa dłużej, to naprawdę robi się ciężko. Pracownicy unikają kserowania jak mogą, a firma gubi dokumenty, bo nie mają one zapasowych kopii.
Widzicie, romans w pracy to poważna sprawa.